środa, 29 lipca 2015

Ulubieńcy czerwca 2015


źródło: blog.mosaicscience.com, purewow.com, nhk.or.jp



Sezon urlopowy się rozpoczął, dlatego w tym miesiącu postanowiłam skupić się na  rzeczach, które mogą nam umilić wolne chwile.

Stawiam na jakościowe spędzanie czasu. Preferuję przykładowo czytanie książek, ale przecież tego sposobu spędzania wolnego czasu nikomu chyba polecać nie trzeba (^_^).
  1. Moim odkryciem ostatniego miesiąca są wykłady on-line.

    Ponieważ stanowią one swego rodzaju reklamę (najczęściej jakiejś uczelni), tematy wykładów są bardzo chwytliwe. Wykładów można słuchać wylegując się na plaży, ale też w drodze do pracy, gotując, czy sprzątając. Jedyny warunek to dostęp do internetu. Ja wybieram najczęściej wykłady z psychologii. Z jednej strony jest to zboczenie zawodowe, z drugiej - psychologia jest nauką, która dotyczy każdego z nas, pomaga zrozumieć siebie i innych, zmieniając tym samym naszą perspektywę.
    Na zachętę polecam kilka wykładów (źródło: youtube.com), ale w internecie jest ich całe mnóstwo.


    O związkach:


    O tym jak się uczą małe dzieci:



  2. Skoro już poleciłam wykłady w formie video, to nie mogę pominąć podcastów.

    źródło:blog.mosaicscience.com

    Warto poszperać w internecie w poszukiwaniu interesujących was tematów. Spore zasoby ma LearnOutLoud. Są tam zarówno pliki audio jak i video dostępne za darmo, a ich tematyka jest bardzo szeroka. Sama najchętniej oglądam/słucham materiałów dotyczących rozwoju osobistego, ale są tam również kategorie takie jak sport, polityka, hobby, technologia, czy podróże.
    Podcastów można słuchać w każdej wolnej chwili - jadąc pociągiem, czy opalając się na plaży.

  3. Trzeci ulubieniec czerwca jest adresowany do osób zainteresowanych Japonią. Kanał NHK World udostępnił na swojej stronie internetowej opcję VOD.

    źródło:youtube.com

    Ogólnie od kilku lat jeśli już oglądam jakiś film, czy serial, to tylko w formie VOD. Po prostu nie chcę by program telewizyjny zarządzał moim czasem wolnym. O wiele wygodniej jest mi włączyć ulubiony serial właśnie wtedy kiedy zabieram się do prasowania. Dzięki temu, że nie jest przerywany długim blokiem reklamowym, mogę w ciągu godziny obejrzeć trzy odcinki zamiast jednego (^_-).
    Dlatego tak bardzo ucieszyła mnie wiadomość o kanale VOD otwartym przez NHK World. Dostępne są tam filmy dokumentalne, programy kulinarne, materiały o podróżach, czy kulturze, a wszystko związane jest z Japonią. NHK World kierowane jest do obcokrajowców dlatego wszystkie programy są w języku angielskim, lub mają angielskiego lektora/podpisy.

  4. Jeśli najlepiej relaksujesz się poprzez zajęcie myśli jakąś czynnością proponuję kolorowanki dla dorosłych.

    źródło:google.com

    W ostatnim roku kolorowanki dla dorosłych podbiły cały świat. W odróżnieniu od obrazków dedykowanych dzieciom, te dla dorosłych zawierają ogromną ilość detali. Kolorowanie tak szczegółowych obrazków poprzez wymuszenie dużej koncentracji na czynności, powoduje, że człowiek się wyłącza i tym samym relaksuje.
    W Empiku dostępna jest seria kolorowanek "Kolorowy trening antystresowy". Zaletą jest duży (4-5 książek) wybór wzorów. Wadą niestety jest cena ok. 25PLN. Jakiś czas temu w sklepach Tiger dostępne były mandale w formie obrazków do kolorowania. Wzory były mniej ciekawe niż w "Kolorowym treningu antystresowym", ale zaletą była niższa cena.

    źródło: tiger-stores.pl



  5. Na koniec proponuję jako alternatywę dla krzyżówek tzw. obrazki logiczne.

    źródło: math.edu.pl

    Obrazki te są rodzajem łamigłówek. Jest to pewna zagadka której rozwiązaniem jest obrazek. Opis zasad wraz z siedmioma przykładowymi zadaniami znajdziesz TUTAJ.
    Sama z przyjemnością zabierałam logiczne obrazki, ołówek i gumkę na plażę. Ale uważaj: obrazki wciągają, co grozi spaleniem się na słonku (^_-).



piątek, 3 lipca 2015

Dzień, w którym spełniają się marzenia...

źródło: michaelpanda.com


Jest taki jeden dzień w roku, kiedy w Japonii spełniają się marzenia…

Ten dzień to Tanabata. Święto Tanabata wywodzi się z chińskiego festiwalu pochwały dla różnych umiejętności technicznych. W okresie Heian (794 - 1185 r.) służyło arystokratom jako okazja do wykazania się zdolnościami artystycznymi, m.in. pisali wiersze i kaligrafowali. Dopiero w okresie Edo (1603-1868 r.) obchody Tanabata rozpowszechniły się w całym społeczeństwie. Wówczas zmienił się też sposób celebracji: młodzież zapisywała na paskach papieru życzenia - dziewczęta często życzyły sobie biegłości w krawiectwie, zaś chłopcy - biegłości w piśmie.

źródło: en.wikipedia.org

W czasach kiedy Japończycy używali kalendarza księżycowego, Tanabata odbywała się siódmego dnia siódmego miesiąca. Obecnie obchodzona jest 7 lipca, lub w niektórych regionach 7 sierpnia.

7 dzień 7 miesiąca w japońskim kalendarzu księżycowo-słonecznym w najbliższych latach przypada (wg Wikipedii) na następujące daty kalendarza gregoriańskiego:

· 2015-08-20

· 2016-08-09

· 2017-08-28

· 2018-08-17

· 2019-08-07

· 2020-08-25

Ciekawostką może być to, że Tanabata jest świętowana nawet w São Paulo w Brazylii. Tam obchodzona jest w pierwszy weekend lipca. Adaptacja tego święta może wynikać z faktu, że w Brazylii jest spora mniejszość japońska.

Dzień w którym obchodzona jest Tanabata nie jest przypadkowy, bowiem to właśnie 7 dnia 7 miesiąca (wg kalendarza księżycowego) zbliżają się do siebie dwie gwiazdy północnego nieba: Wega i Altair, rozdzielone przez Drogę Mleczną. Z tym zjawiskiem związana jest pewna legenda:

Król Niebios (Tenkō) miał córkę imieniem Orihime, czyli Tkająca Księżniczka (gwiazda Wega). Księżniczka zawdzięczała swój przydomek temu, że nad brzegiem Niebiańskiej Rzeki (Amanogawa, czyli Droga Mleczna) tkała piękne szaty dla swego ojca. Praca zajmowała jej tak dużo czasu, że nie miała możliwości poznania kogoś i zakochania się. Tenkō wiedząc o problemie córki, zorganizował jej spotkanie z Hikoboshi [czyt. Hikobosi], czyli z gwiazdą Altair. Hikoboshi mieszkał i pracował jako pasterz po przeciwnej stronie Niebiańskiej Rzeki. Gdy młodzi się spotkali, od razu się w sobie zakochali i wkrótce zostali małżeństwem. Po ślubie, zajęta mężem Orihime zaprzestała tkania szat dla ojca, a Hikoboshi pozwolił swemu stadu paść się na całym Niebie. Rozzłoszczony tym Tenkō rozdzielił małżonków, nakazując im pozostać już na zawsze po przeciwnych stronach Niebiańskiej Rzeki. Orihime bardzo cierpiała z powodu rozstania z mężem, więc ubłagała ojca, by pozwolił jej jeszcze raz go spotkać. Tenkō zlitował się i zezwolił im na kontakty jednej nocy każdego siódmego dnia, siódmego miesiąca. Postawił jednak warunek: Orihime przez pozostałą część roku będzie ustawicznie tkać mu szaty. Księżniczka wyraziła zgodę. Podczas próby pierwszego spotkania Orihime i Hikoboshi zorientowali się jednak, że w tę jedyną noc w roku, też nie mogą być razem, gdyż nie da się przekroczyć Amanogawy - nie miała ona ani promu ani mostu. Promem lub mostem miał być księżyc, który tej nocy był niewidoczny. Z powodu takiego nieszczęścia Orihime zaniosła się wielkim płaczem. Jej lament usłyszało stado srok, które przyleciały i utworzyło most z własnych skrzydeł. Dzięki temu kochankowie mogli się wreszcie do siebie przytulić. Jednak „skrzydlaty” most działa, tylko w ładną pogodę. Gdy pada deszcz, sroki nie mogą przylecieć, więc rozdzieleni małżonkowie muszą czekać cały rok na następną szansę nocnego spotkania.

Dziś Japończycy w czasie Tanabata piszą na tanzaku [czyt. Tandzaku] (małych paskach papieru) życzenia i przyczepiają je do bambusowych gałęzi. Bywa, że życzenia te zapisywane są w formie wiersza. Życzenia te spełniane są przez Orihime i Hikoboshi, którzy uradowani spotkaniem, pragną uszczęśliwić także ludzi.

W dzisiejszych czasach wielu Japończyków mieszka w blokach, a co za tym idzie nie ma ogródka z bambusowym krzewem. Dlatego to centra i pasaże handlowe oraz główne ulice przejęły rolę miejsca celebracji Tanabata. Miejsce festynu dekorowane jest specjalnymi ozdobami przeważnie wykonanymi z papieru. Tak jak tanzaku wiesza się je na bambusie (specjalnie wystawianym w dniu festiwalu) lub kilka metrów nad ziemią.

Każda z dekoracji ma swoje znaczenie.

Tanzaku (paski papieru) symbolizują życzenia związane z sukcesami akademickimi oraz umiejętnościami technicznymi.

źródło: in-wind.seesaa.net


Kinchaku (portmonetka) ilustruje życzenie pieniędzy.

źródło: rikasgarden.blogspot.com


Kamigoromo (kimono) reprezentuje życzenie biegłości w szyciu oraz wyrobienia w sobie dobrego stylu.

źródło: xn--xckd3bgf7p4a8cf1g7329c5rva.jp


Toami (sieć) symbolizuje życzenie obfitych połowów i zbiorów.

źródło: rikasgarden.blogspot.com

Orizuru (sznur papierowych żurawi) reprezentuje zdrowie i długowieczność.

źródło: kusuyama.jp


Kuzukago (siatka na śmieci) odnosi się do życzeń czystości.

źródło: nipocultura.com.br


Fukinagashi (wstęgi) nie reprezentują żadnego konkretnego życzenia, lecz symbolizują materiał tkany przez Orihimie.

źródło: japan-australia.blogspot.com


W niektórych rejonach Japonii jest też zwyczaj puszczania na rzekach stroików z bambusa lub palenia ich po zakończeniu festiwalu. Przypomina to zwyczaj puszczania papierowych łódeczek i świec podczas O-bon (o czym będzie wkrótce). 


Film - Żródło: youtube.com


Chociaż festiwale Tanabata różnią się zależnie od regionu Japonii, to jednak w przeważnie towarzyszą im: ludzie ubrani w yukaty, konkurs na najpiękniejszą dekorację, barwne defilady i wybory miss Tanabata. Oczywiście jak podczas większości japońskich świąt, można skosztować potraw sprzedawanych na festiwalowych straganach, lub spróbować swoich sił w tradycyjnych grach i zabawach.




piątek, 26 czerwca 2015

O zapomnianej sztuce pisania listów

źródło:ultimate.org.nz

Kiedy ostatnio otrzymaliście prywatny list napisany odręcznie na pięknej papeterii i wysłany pocztą? Kiedy sami wysłaliście taki list? Tradycyjne listy zostały wyparte przez e-maile, a pocztówki zastąpione zostały MMS'ami.

Kiedy dwa lata temu poszłam do sklepu papierniczego po nową papeterię, okazało się, że dostępna jest tylko jedna sztuka. Sprzedawca powiedział, że już nawet nie pamięta kiedy ostatnio sprzedał papeterię. Dodał, że jeszcze kilkanaście lat wcześniej zdarzało się, że rodzice kupowali dzieciom tandetne papeterie z postaciami z bajek, ale teraz zaledwie raz na rok trafia mu się klient taki jak ja, który przyszedł w poszukiwaniu eleganckiej papeterii. To kolejny dowód na to, że s
ztuka ręcznego pisania listów niestety zanika.

Mam wrażenie, że wybierając temat dotyczący pisania listów dotykam czegoś co jest dla wielu osób czymś retro. Możecie nawet pomyśleć, że nie warto zaprzątać sobie głowy, czymś tak przestarzałym. Myślę jednak, że warto nauczyć nasze dzieci pisania listów, nie tylko ze względu na ich rozwój (o czym pisałam TUTAJ), ale również ze względu na ekscytację towarzyszącą oczekiwaniu na kolejny list.

List jest specyficznym sposobem pogłębiania znajomości. Pisanie listu zbliżone jest do zwierzania się pamiętnikowi, co sprawia, że jesteśmy bardziej skłonni do pisania o sprawach intymnych i delikatnych. Jednak treść listu powinna być właściwie zaplanowana, co uczy koncentracji i właściwego dobierania słów.


Sama kiedyś dużo korespondowałam i wszystkie otrzymane listy przechowuję w pudełku. Nie wiem czy trzymam je na pamiątkę wymierającego zwyczaju, czy też na pamiątkę opisanych w nich chwil, które już przeminęły.
W zależności od tego kto był nadawcą, listy te różnią się od siebie nie tylko stylem i pismem, ale też wyborem papeterii, czy długopisu, ktoś dopisywał coś zawsze na kopercie, a ktoś inny rysował coś u dołu strony.
Ręcznie pisane listy dużo mówią o nadawcy. Można na ich podstawie próbować wyrobić sobie opinię o autorze. Dlatego powinniśmy przyłożyć się, by list pisany przez nas spełniał wszelkie wymagania i był naszą najlepszą wizytówką. Poniższych kilka zasad ułatwi Wam to zadanie.

  1. Przemyśl treść

    List musi być dobrze przemyślany. Jeśli zostanie źle zrozumiany przez adresata, okazję do sprostowania będziesz mieć dopiero po wielu dniach, lub kilku tygodniach. Dobrym pomysłem jest więc przygotowanie zarysu "na brudno".

    Jeśli masz problem z ortografią, czy interpunkcją, możesz napisać "na brudno" cały list i przed jego przepisaniem sprawdzić błędy. Dzięki temu zachowasz estetykę unikając nieestetycznych skreśleń

    List nie powinien też zawierać dopisków tzw. post scriptum (P.S.), ponieważ świadczą one o tym, że treść została zapisana bez namysłu lub w pośpiechu. Co do zasady w liście prywatnym 
    dopuszcza się jeden, maksymalnie dwa „pe-esy” (P.P.S), a w listach oficjalnych żadnego, ale o ile ładniej jest jeśli list nie zawiera żadnych dopisków.
    Listów nie należy pisać w uniesieniu, czy pod wpływem alkoholu. Jak już wspomniałam formuła listu sprzyja wynurzeniom, więc warto zadbać o to, by nie napisać tego czego potem możemy żałować. 
    Pamiętaj, że ludzie zachowują listy, a treść zapisana na papierze nie jest chroniona hasłem. Może się więc zdarzyć, że ktoś niepowołany przeczyta Twoją korespondencję. Jeśli piszesz prywatnie o sprawach delikatnych, staraj się nie używać dokładnych określeń, ani imion. Będzie większa szansa, że tylko adresat zrozumie sens przekazu.
  2. Struktura listu
    Datę należy umieścić w prawym górnym rogu. Miesiąc w dacie powinien być zapisany słownie. 

    Parę linijek pod datą wstawiamy zwrot do adresata. Ma on na celu nie przywitanie się, czy pozdrowienie, lecz zwrócenie uwagi odbiorcy i zaznaczenie, że treść listu skierowana jest właśnie do niego. Dlatego właśnie listy zaczynamy od wołacza, np: „Droga Mamo”, „Kochany Marcinku”, „Szanowni Państwo” (wszystkie zwroty do adresata piszemy wielką literą). Zwroty typu „Dzień dobry”, „Witam”, "Hej!" czy nawet imię adresata w mianowniku są błędami (nagminnie popełnianymi w korespondencji elektronicznej)!

    Po wołaczu stosujemy wykrzyknik, lub w przypadku korespondencji bardziej oficjalnej - przecinek.

    Zostawiamy wolną linijkę i zaczynamy od nowego akapitu, od wielkiej litery (jeśli wcześniej był wykrzyknik). 

    Dalej następuje zasadnicza część listu.
  3. Treść
    Główna część listu także powinna mieć odpowiednią formę. Należy zacząć od ogólnego wstępu, który rozluźni atmosferę przed przejściem do sedna sprawy. To jest miejsce na podziękowanie za poprzedni list i krótkie, wstępne odniesienie się do niego.

    Japończycy dodają w tym miejscu jeszcze, krótki opis przyrody, czy pogody. Przyznaję, że bardzo lubię tę część japońskich listów. Mimo, że mam świadomość, iż jest to rodzaj formuły grzecznościowej, to opisy te przenoszą mnie natychmiast do Japonii i nadają odpowiedni klimat całemu listowi. Oczywiście w Polsce nie ma takiego punktu w strukturze listu.

    W kolejnym akapicie przechodzi się do najważniejszych kwestii.

    Zakończenie, pisane być powinno z myślą pozostawienia dobrego wrażenia u odbiorcy.

    Na końcu należy pozdrowić adresata i podpisać się imieniem i nazwiskiem.

    Na podstawie tego układu widać, że list (podobnie jak wypracowanie) powinien mieć przynajmniej trzy akapity: wstęp, rozwinięcie i zakończenie.

    Jeśli napiszesz list dłuższy niż na jedną stronę, możesz pisać na odwrocie. Moja mama dopisuje w takim przypadku u dołu pierwszej strony zwrot "verte" (łac. "odwróć"). Jak się dowiedziałam kiedyś właśnie tak należało robić, gdy zapisywało się drugą stronę kartki. Obecnie nie jest to konieczne.
  4. Papeteria

    Skoro mamy już treść, możemy przejść do wyboru papeterii. W korespondencji pisanej ręcznie strona wizualna ma ogromne znaczenie.
    Jako nastolatka wybierałam tanie papeterie z jakimś zabawnym rysunkiem (w kotki, kwiatki itp.). Aby zachęcić dziecko do pisania listów najlepiej pozwolić mu na wybór papeterii np. z jego ulubioną postacią z bajki. Wprawdzie jest to kwintesencja kiczu, ale będzie to dodatkowa frajda dla dziecka i motywacja do pisania.
    Jeśli  jednak szukasz papeterii dla siebie postaw na prostotę. Ważna jest jakość papieru, a nie jego dekoracja. Ja aktualnie używam papeterii w kolorze kości słoniowej, której jedyną ozdobą jest wytłoczony u góry strony maleńki czarno-złoty motyl.
    Przypominam, że jakościowe papeterie są obecnie towarem deficytowym. Od biedy możesz użyć papieru do drukarki i białej koperty. Nie ma jednak nic gorszego niż list napisany na kartce wyrwanej z zeszytu.
  5. Kaligrafia

    Skoro mamy już treść i papier to możemy się zabrać za przepisywanie listu "na czysto".
    List powinien być napisany odręcznie i starannie. Dowiedziałam się jednak, że w wyjątkowej sytuacji list możemy wydrukować. Dotyczy to przypadku, kiedy nadawca jest chory lub ma 
    inny poważny powód uniemożliwiający napisanie czytelnego tekstu. Wówczas należy tę sprawę krótko wyjaśnić w liście i ręcznie dopisać chociaż nagłówek i podpis.
    Pisząc list na eleganckiej papeterii czuję, że użycie zwykłego długopisu będzie faux pas. Najbardziej elegancko byłoby użyć wiecznego pióra. Odradzam mazaki ścieralne, ponieważ nie znamy dokładnie warunków w jakich list będzie transportowany, a tusz tych mazaków jest termoaktywny.
    W listach pisanych przez dorosłych, szczególnie na eleganckiej papeterii dozwolone kolory tuszu to czarny i niebieski.
    W przypadku dzieci oczywiście nie ma ograniczeń - najważniejsze to dobra zabawa.
  6. Koperty
    Gotowy list należy estetycznie złożyć -  tak, by bez problemu mieścił się w kopercie. Koperty mamy najczęściej w zestawie papeterii. Jeśli nie, najbardziej uniwersalna będzie zwykła biała. Przyjmuje się, że podłużne koperty są używane w korespondencji oficjalnej, więc do prywatnej lepszym wyborem może się okazać rozmiar 11x16 cm.

    Dane adresata zapisujemy czytelnie. Ułatwi to pracę poczcie (co daje nam większą pewność, że list dojdzie), a z drugiej strony okazujemy szacunek odbiorcy. 

    Osoby bliskie możemy zaadresować imieniem i nazwiskiem. W listach bardziej oficjalnych dodaj tytuł "Szanowni Państwo" lub użyj skrótu: "Sz. Pani ...", "Sz. Pan ...", "Sz. Państwo ...". 

    W lewym górnym rogu koperty wpisuje się dane nadawcy, żeby list mógł do nas w razie niedostarczenia wrócić. 

    Dodatkowym smaczkiem będzie zalakowanie koperty, ale stać na to niewiele osób (laka i zrobienie specjalnej pieczęci kosztuje), a poza tym nie jest zbyt praktyczne (dostałam kiedyś dokument z pieczęcią z laki i mimo, ze delikatnie się z nim obchodziłam, pieczęć szybko sama się złamała. Trzeba by zatem zalakowana kopertę włożyć jeszcze w bąbelkową, a to już przerost formy nad treścią.
  7. W dobrym tonie

    Gotowy list zanosimy na pocztę. Kupujemy znaczek, naklejamy go i wrzucamy list do skrzynki. Wtedy pozostaje już tylko niecierpliwe wyczekiwanie odpowiedzi.

    Do zasad dobrego wychowania należy też nie otwieranie i nie czytanie listów w czyjejś obecności (chyba, że to króciutka i ważna wiadomość). Okazalibyśmy tym samym brak szacunku dla towarzyszy. Nie czyta się też prywatnej korespondencji na głos, ani nie udostępnia się jej osobom postronnym. Należy również zadbać by listy nie wpadły w niepowołane ręce.

    W dobrym tonie jest odpowiadanie na list w ciągu tygodnia (maksymalnie dwóch). Jeśli jednak zdarzy Ci się nie dotrzymać terminu - przeproś koniecznie za zwłokę.


Pamiętam te czasy, gdy z niecierpliwością czekałam na odpowiedź na list. Jak otwierałam kopertę i w skupieniu czytałam treść. To były fajne czasy i chcę by Di też tego spróbowała. 
Dzisiaj rozpoczynają się wakacje - to chyba najlepszy moment na nauczenie dziecka zasad pisania listów. Może w te wakacje znowu z niecierpliwością będziecie czekać na listonosza(^_^)


środa, 24 czerwca 2015

Czego mogą się nauczyć dzieci z pisania listów?

źródło: telegraph.co.uk

Lada dzień rozpoczynają się wakacje. Jednym z moich wspomnień z rodzinnych wakacji zawsze było pisanie listów i kartek do rodziny i znajomych. W dzisiejszych czasach papierowe listy często zastępujemy mailami, zaś pocztówki MMS'ami. Ja wciąż wysyłam pocztówki do znajomych i chciałabym do tego zachęcić innych, dlatego właśnie w tym tygodniu postanowiłam się przyjrzeć temu jak pisanie wpływa na rozwój dziecka.

Opanowanie umiejętności pisania stanowi bazę dla rozwoju wielu funkcji człowieka. Gdy dziecko zaczyna podejmować pierwsze próby pisania, rozwój jego mowy jest już bardzo zaawansowany. Dla przykładu poziom umiejętności pisania 6-latka jest porównywalny z mową 3-latka. Przez kilka lat te dwie umiejętności rozwijają się nierównomiernie i dopiero około 10-11 roku życia poziom rozwoju pisania zaczyna dorównywać rozwojowi mówienia. 
Ważnym sposobem na rozwój umiejętności pisania u dzieci jest tworzenie pism użytkowych, a w szczególności listów. Daje to możliwość tworzenia treści skierowanej do konkretnego adresata i pisze się go w określonym celu. List jest bardzo specyficzną formą, ponieważ oscyluje między dialogiem, a monologiem. List niesie ze sobą pewien ładunek emocjonalny, ponieważ piszemy o sobie, naszych przeżyciach i uczuciach. Dzięki temu dziecko analizuje i zastanawia się nad tym czego doświadcza oraz stara się nazywać swoje emocje. Pisząc list dziecko również nawiązuje bliską relację z adresatem. Ale sztuka epistolografii wymaga również przestrzegania pewnych reguł. Zapamiętanie przez dziecko i użycie w liście form adresowania i grzecznościowych, rozplanowanie tekstu na kartce - z
najomość tych reguł przyda się z pewnością dziecku w dorosłym życiu.
Starszemu dziecku warto zaproponować zadanie polegające na napisaniu listu argumentacyjnego. Będzie to świetne ćwiczenie i nauka poszukiwania argumentów co przyda się kiedy w przyszłości dziecko będzie musiało napisać podanie lub w innej sytuacji bronić swoich racji i przekonań.

Ale pisanie listów sprzyja nie tylko rozwojowi umiejętności nazywania emocji, tworzenia opisów, planowaniu wypowiedzi. Do pisania listów zachęcam dzieci również z innego powodu. Już sama czynność ręcznego pisania wpływa bardzo korzystnie na rozwój wielu umiejętności, takich jak koncentracja, pamięć, organizacja i metodyczność. 
Zacznę od tego, że pisanie sprzyja rozwojowi zdolności poznawczych, ponieważ podczas nauki pisania podobnie jak podczas zabawy, mózg jest stymulowany i tworzą się nowe połączenia synaptyczne. Dodatkowo nauka pisania wymaga skoordynowania ruchów mięśni, a tym samym ćwiczy zręczność i rozwija motorykę małą (dzięki koordynacji ruchów ręki, dłoni, czy palców).
Badania dowodzą również,
 że w słowach, które często zapisujemy ręcznie, robimy mniej błędów niż w wyrazach poznawanych podczas korzystania z komputera. Ponadto pisanie sprawia, że zwracamy większą uwagę na informacje, a mózg może lepiej ocenić i uporządkować otrzymywane dane, co pomaga utrwalać w umyśle idee i pojęcia, a tym samym ułatwia ich zapamiętywanie.

Na początku porównywałam rozwój pisania i mówienia. Umiejętności te łączą się ze sobą, ponieważ obie stanowią wynik procesu myślowego polegającego na kodowaniu i dekodowaniu informacji w mózgu. Zaniedbanie nauki poprawnego pisania może mieć duży wpływ na umiejętność czytania dziecka, a w konsekwencji prowadzić do trudności w rozumieniu tekstu jako całości, kontekstu słów i wyrażeń, czy ortografii. 

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do zabawy z dziećmi w pisanie listów. Za dwa dni pojawi się tekst o dawno zapomnianych zasadach epistolografii.


wtorek, 16 czerwca 2015

Ulubieńcy kwietnia i maja 2015

źródło:65emall.com i papierniczy-poznan.pl

Kwiecień i maj okazały się dla mnie bardzo pracowitymi miesiącami. Wreszcie wracam do pisania bloga. Zaległości nadrabiam od zaprezentowania ulubieńców minionych dwóch miesięcy. 

  1. Fake up! Czyli nawilżający korektor pod oczy firmy Benefit.

    źródło:sassisamblog.com

    Cenię go za to, że solidnie nawilża okolice oczu. Dla mnie nawilżanie to podstawa, a uczucie ściągnięcia i pieczenia delikatnej skóry pod oczami strasznie mnie irytuje. O wszystkich plusach i minusach tego kosmetyku pisałam TUTAJ więc nie będę się już powtarzać. Dodam tylko, że wkrótce dodam wpis o tym jak prawidłowo nakładać korektor.

  2. Wózek Baby Jogger City Mini Zip

    źródło:sklep-tosia.eu

    Nie lubię kupowania wózków! Wiem, że są pasjonatki tego tematu, które zmieniają wózek co miesiąc lub częściej. Wybór wózka stresuje mnie chyba głównie ze względu na wysokie (jak dla mnie) koszty i brak doświadczenia (boję się, że wózek który wybiorę nie będzie trafiony). Pierwszym wózkiem, który kupiliśmy był Emmaljunga Nitro 3w1. Z tego zakupu jestem zadowolona, bo wózek jest obszerny i solidny, więc dziecko w kombinezonie mieściło się w gondoli, a w spacerówce jest jeszcze sporo miejsca, dlatego wiem, że wózek spokojnie posłuży nam tyle ile trzeba. Jednak na wiosnę tego roku postanowiliśmy polecieć za granicę i tym samym nadszedł czas zakupu "parasolki".
    Zachęcona wieloma pozytywnymi opiniami obejrzałam kilka wózków Maclaren'a. Żaden mi jednak nie przypadł do gustu. Wózki te miały plastikowe małe kółka, które niemiłosiernie terkotały. Ogólnie Maclaren'y jak dla mnie są chwiejne i rozklekotane.
    Naszym założeniem było, że wózek ma się składać do małych rozmiarów, ale musi też w miarę dobrze jeździć. Lubimy aktywny wypoczynek i dlatego stawialiśmy na wózek, który jest w stanie jeździć nie tylko po chodniku, ale też po wertepach. 
    Baby Jogger City Mini Zip spełnia oba wymogi. Wózek składa się poprzez przyciśnięcie przycisku na rączce oraz pociągnięcia za pasek jednym ruchem. Składanie jest trójwymiarowe, czyli nie tylko składa się jak parasol (wszerz), ale również robi się krótszy (składa się wzdłuż). Mimo, że rozłożony wózek jest bardzo obszerny, po złożeniu wysokość oraz szerokość zmniejsza się do 1/8 rozmiaru wózka rozłożonego. Aż mi nawet trochę brakuje pokrowca, gdyż wózek zdaje się być stworzonym do transportu (pokrowiec z szelkami na ten wózek kosztuje aż 179pln). Transportowi sprzyja też nieduża waga (7,3kg).

    W Maclaren'ie narzekałam na kółka. Tutaj mamy koła piankowe, przednie koła są amortyzowane, skrętne z możliwością blokady do jazdy na wprost. Wózek jeździ cicho, dobrze się podbija, jest zwrotny i ogólnie jedzie jak marzenie. Ma pałąk, zamiast dwóch rączek co pozwala prowadzić go jedną ręką (niestety brak regulacji wysokości rączki. Jest za to wbudowany uchwyt na kubek/bidon. Wózek nie chwieje się i jest stabilny.

    Mini Zip ma też regulowany podnóżek i oparcie opuszczane do pozycji leżącej. Budka też mnie zachwyciła. Mimo, że w porównaniu z Emmaljunga wydaje się licha (jedna warstwa materiału), to jednak jest bardzo duża, wodoodporna i ma filtr UV 50+. 
    Kosz jest również bardzo pojemny i łatwo dostępny. Dodatkowo jest siateczkowa kieszeń za oparciem (jako zadośćuczynienie za brak kieszeni w budce).

    Reasumując o wózku mogę powiedzieć same superlatywy. Jedyne wady jakie dostrzegłam to brak pałąka/barierki z przodu (można ją dokupić za 105pln) oraz brak regulacji rączki. Wady te nie przeszkadzają mi jednak w codziennym użytkowaniu, dlatego nie zdecydowaliśmy się na dokupienie pałąka - 5-cio punktowe pasy bezpieczeństwa z osłonkami są wystarczającym zabezpieczeniem.

    źródło:babyjogger.com.pl


    Wymiary i waga:
    Wózek złożony (WxDxS): 75x26x32 cmWózek po rozłożeniu (WxDxS): 100x100x50 cmWaga: 7,3 kg

  3. Pastele wodne TOMA

    źródło:toma.com.pl, skleproza.pl, papierniczy-poznan.pl

    Wreszcie Di zaczęła rysować. Wprawdzie na razie przeżywa okres linii, ale jak każdy artysta potrzebuje odpowiedniego narzędzia.
    Koleżanka poleciła mi pastele wodne firmy Toma, ponieważ łatwo się spierają z ubranek i zmywają z mebli.
    Na szczęście na razie Di nie marze po meblach, ale w twórczym ferworze zdarza się jej pomalować podłogę i spodnie. I faktycznie wszystko łatwo się spiera i zmywa. 
    Kredki przypominają bardzo kredki świecowe dzięki czemu nadają się dla małych dzieci, które mają jeszcze problem z odpowiednim naciskiem. Kredki są grube co również sprzyja użytkowaniu przez dzieci.
    Za niecałe 20pln (w Warszawie kupiłam opakowanie za 19,90pln) masz kredki w 16 kolorach. 

    Kredki pod wpływem wody rozpływają się jak akwarele.


    Starsze dzieci będą mogły poeksperymentować z kredkami i wodą, ponieważ pod wpływem wody kredki zaczynają się rozpływać.


  4. Deco Rush

    źródło:bungu.plus.co.jp

    Ci co śledzą bloga wiedzą o moim zamiłowaniu do naklejek, mazaków i taśm ozdobnych, których używam prowadząc kalendarz. Kiedy dwa lata temu oglądałam reportaż o japońskich targach produktów papierniczych i piśmienniczych zakochałam się w zwycięzcy pierwszego miejsca - Deco Rush.
    Deco Rush to kalkomania na taśmie zamkniętej w "długopisie" lub "myszce". Kalkomanię na papier przenosi się dokładnie tak jak używa się korektora w taśmie (w kształcie myszki), czyli dociska się końcówkę z naciągniętą taśmą i przeciąga dociskając do powierzchni na którą chcemy przenieść kalkomanię.

    źródło:65emall.com

    Kiedy siostra oznajmiła, ze jedzie do Tokyo poprosiłam ją o zakup chociaż jednej sztuki Deco Rush i jestem zachwycona.
    Deco Rush jest wąskie (ok. 5mm) i o tyle fajniejsze od taśm washi, że jako kalkomania stapia się z papierem i poza wzorem taśma jest zupełnie przeźroczysta. 
    Deco Rush można już kupić on-line np. na e-bay'u, ale koszt transportu na ogól przewyższa cenę produktu, dlatego warto poprosić znajomego o zakup kilku sztuk Deco Rush podczas pobytu zagranicznego (taśmy są małe i lekkie).







poniedziałek, 11 maja 2015

Najlepiej chroniony sekret urody Japonek (vol.2)

źródło:m.flikie.com
Kiedy pisałam pierwszy tekst o sekretach urody Japonek nie wspomniałam o tej najbardziej strzeżonej przez nie tajemnicy, a to dlatego, że sekret ten jest tak głęboko skrywany, że mimo iż mieszkałam w Tokyo, do niedawna nie miałam o nim pojęcia. 

Podobno poranne rytuały zajmują Japonkom ok. dwóch godzin. Jak już pisałam Japonki bardzo dokładnie oczyszczają twarz. Nakładają tonik, nawilżacz, serum, krem pod oczy i do twarzy. Nawet jeśli robią to w specjalny sposób i masują twarz, to przecież nie może im to zajmować dwóch godzin?!
Rozwiązanie tej zagadki totalnie mnie zaskoczyło. Japonki golą... twarz! Całą twarz! Policzki, czoło, a nawet powieki! Nienawidzą one bowiem meszku, puszku, czy jakkolwiek nazwiemy delikatne włoski na kobiecych twarzach, ponieważ psują one ich porcelanową cerę.
Moda na golenie całej twarzy króluje w Japonii już od dawna, co jest o tyle niezwykłe, że moda na usuwanie owłosienia z okolic bikini pojawiła się w Japonii dopiero niedawno. Zaintrygowana tym odkryciem postanowiłam zgłębić temat.

Jak się okazuje kao sori, czyli golenie twarzy stosuje bardzo wiele Japonek. Niektóre fundują sobie zabieg sporadycznie, inne golą twarz raz miesiącu lub nawet codziennie.
Pionierzy damskiego golenia w Japonii zwracają uwagę, że mężczyźni starzeją się wolniej niż kobiety właśnie dlatego, że codziennie się golą. Japonki sądzą, że pianka do golenia działa bardzo nawilżająco, zaś sama czynność golenia jest jak masaż i peeling, a wszystkie te rzeczy wpływają na odbudowę skóry spowalniając proces jej starzenia. Ale to nie wszystko. Dodatkowo Japonki uważają, że meszek, który jest na kobiecych twarzach utrudnia penetrację aktywnym składnikom kosmetyków.

Lubię testować nowinki kosmetyczne, ale ogolenia twarzy nie podjęłabym się w obawie, że nowe włoski wyrosną mocniejsze. Nie przekonuje mnie nawet Pani Mamika Ozaki - właścicielka salonu oferującego kao sori, która mówi, że włoski, które odrastają są delikatne jak meszek na brzoskwini. Dodaje ona, że golenie twarzy jest najlepiej skrywanym sekretem... Hollywood. Według Pani Ozaki swoje twarze regularnie goliły takie ikony kobiecego piękna jak Marilyn Monroe, czy Liz Taylor.  
Mimo, że w Polsce pomysł golenia przez kobiety twarzy może wydawać się szokujący, okazuje się, że ma on swoje zwolenniczki nie tylko w Japonii. Nawet w Stanach Zjednoczonych są kobiety, które regularnie golą twarz. Mary Schook (ekspert w dziedzinie kosmetologii) również przyznaje, że golenie twarzy co kilka tygodni wydaje się mieć sens. Powołuje się ona na wolniejsze starzenie się mężczyzn, dodając, że golenie wpływa na poprawę elastyczności skóry.

Jak już wspomniałam ja nie podjęłabym się ogolenia twarzy, ale takich obaw nie miała Cynthia Popper. Ta reporterka poddała się pierwszy raz w życiu zabiegowi golenia twarzy w salonie piękności w Japonii.
Z relacji Cynthii wynika, że salon wyglądał jak typowe (amerykańskie) day spa. Zabieg zaczął się od parówki i demakijażu. Po umyciu twarzy, na oczach zostały położone hydrożelowe płatki, zaś twarz została namydlona staromodnym pędzlem. Reporterka przyznaje, że dotyk brzytwy na twarzy był przerażający, ale kiedy poczuła pewność i precyzję kosmetyczki, zrelaksowała się. Pewnie myślicie, że to już koniec. Ale nic bardziej mylnego. Następnie został wykonany drenaż limfatyczny szyi, masaż twarzy (oparty na akupresurze), parówka z gorącego ręcznika, kolejny masaż, nałożono maseczkę, serum przeciwzmarszczkowe i lotion nawilżający, zaś wisienką na torcie była terapia ciepłym/zimnym światłem.
Poniżej video będące reklamą profesjonalnego zabiegu golenia twarzy (źródło: youtube.com)


O dziwo cały zabieg trwał zaledwie godzinę. Nic dziwnego, że po tylu zabiegach reporterka stwierdziła, że jej twarz jest gładka i dobrze nawilżona i o dziwo nie ma żadnych podrażnień, ani zaczerwień. 
Efekty zabiegu utrzymały się przez 2-3 tygodnie (oczywiście wszystko zależy od skóry i tempa wzrostu włosków).
W związku z koniecznością powtarzania zabiegu wiele Japonek decyduje się na samodzielne golenie. Małe brzytwy można kupić w drogerii, lub w internecie a ich koszt jest nieporównywalnie niższy od wizyty w profesjonalnym spa. Nawet na kanale  youtube japońskiego wydania magazynu ELLE można znaleźć instrukcję golenia twarzy.



źródło:global.rakuten.com

Fanki golenia można znaleźć w Japonii, Stanach Zjednoczonych, ale też w Wielkiej Brytanii. W serwisie DailyMail można przeczytać o Angeli Garvin (46 lat), która od ośmiu lat, trzy razy w tygodniu wstaje o 6:30 rano, by ogolić twarz męską maszynką do golenia. Jej zdaniem cera dzięki temu zabiegowi znacznie się poprawiła, a podkład i inne kosmetyki lepiej się wchłaniają. Z kolei sześćdziesięcioletnia Gill Jamieson goli twarz od 40 lat. Niezależnie od narodowości Panie zawsze podają te same korzyści z zabiegu. Łączy je również fakt ukrywania zabiegu nie tylko przed rodziną, ale również przed całym światem. Robią to podobno, ponieważ uważają golenie za czynność intymną.
Ale uwaga, golenia twarzy nie poleca się osobom z dużym trądzikiem, ponieważ może ono pogorszyć problemy z cerą.

Oczywiście te wszystkie pozytywne opinie na temat golenia twarzy wcale nie oznaczają, że trzeba podążyć za tą modą. Są w końcu inne metody na nawilżenie skóry, zrobienie masażu, czy peelingu. Ale może warto raz zaszaleć i wypróbować jakiś nowy, niecodzienny zabieg?


źródło:scform.com



Źródła:
refinery29.com
dailymail.co.uk



sobota, 2 maja 2015

Irysy i karpie, czyli japoński Dzień Dziecka

źródło:blog.gaijinpot.com

W Polsce dzieci zaczęły odliczać czas pozostały do Dnia Dziecka. Tymczasem ich japońscy koledzy i koleżanki Dzień Dziecka obchodzą wcześniej, bo już 5 maja.
Kodomo no hi (Dzień Dziecka) jest jednym z pięciu historycznych świąt japońskich związanych z porami roku i magią liczb. Ich tradycja wywodzi się ze starożytnych Chin. Dawniej to święto było znane pod nazwą Tango-no Sekku, czyli Festiwal Irysów i stanowiło męski odpowiednik Święta Lalek (Hina matsuri).

Tango-no Sekku tradycyjnie obchodzono piątego dnia piątego miesiąca kalendarza księżycowego. Po przyjęciu w Japonii kalendarza gregoriańskiego wyznaczono datę święta na 5 maja. W 1948r. Święto Chłopców (Tango no sekku) zostało oficjalnie przemianowane na Dzień Dziecka i ustanowione japońskim świętem narodowym.
Jednoznaczne wyjaśnienie pochodzenia tego święta jest trudne i przyjmuje się różne wersje. W samej Wikipedii tych wersji jest sześć.
Przytoczę tylko dwie z nich – te które najbardziej przemawiają do mojej wyobraźni.
Jedna z legend mówi o tym, że Święto Chłopców wywodzi się ze zwycięstwa wodza Tokimune Hōjō nad wojskami Mongołów, które to zdarzenie miało miejsce 5 maja roku 1281. Celebrując rokrocznie to wielkie zwycięstwo, rodziny samurajskie wywieszały flagi i proporce bojowe.
Inna wersja mówi o tym, że w ten właśnie sposób, 5 maja, celebrowano zjednoczenie kraju przez shōguna Takauji Ashikaga w XIV wieku. Również w okresie Edo (1603-1867) samurajskie rodziny posiadające w swym gronie chłopców (w wieku do lat 7) wywieszały w tym dniu flagi bojowe i rodowe proporce. Natomiast rodziny mieszczańskie, którym nie było dozwolone posługiwać się takimi bojowymi i szlacheckimi symbolami, zaczęły w tym samym celu stosować proporce przedstawiające kolorowego japońskiego karpia. Od restauracji cesarstwa w roku 1868 obydwa te rodzaje symboliki z powodzeniem współegzystują, przypominając także dzisiejszym Japończykom czasy historyczne oraz dawne zwyczaje i obrządki.

źródło:demotix.com
Chłopcy ubrani w yukaty (bawełniane kimona) lub jimbei (luźny strój domowy)
obowiązkowo na głowach mają wykonane z papieru kabuto (samurajski hełm).

W większości japońskich rodzin święto to nadal jest obchodzone w sposób tradycyjny, czyli jako Święto Chłopców. Uważa się, że w tym dniu rodzice powinni modlić się za zdrowie i dzielność swych męskich potomków. Japoński sposób świętowania codziennych zabiegów o zdrowy i szczęśliwy rozwój chłopców, ma bardzo długą historię i jest wypełniony wieloma szczególnymi zwyczajami oraz właściwą dla nich symboliką.
Najbardziej charakterystycznym widokiem w Dniu Dziecka są koi nobori, czyli proporce przedstawiające kolorowe karpie. Wykonane są one z papieru lub tkaniny i uformowane w długi, pusty w środku worek (rękaw). Razem z długimi, czerwonymi i białymi wstążkami, symbolizującymi kaskadę wody oraz ze złoconymi wiatraczkami, są przyczepiane linką do bambusowej tyczki i mocowane wysoko na masztach, balkonach lub dachach domów. W mniejszych miejscowościach często wiesza się je ponad rzeką. Dzięki takiej formie i usytuowaniu łatwo napełniają się wiatrem i powiewają, przypominając pływające karpie. Dla każdego chłopca w rodzinie powiewa oddzielny proporczyk przedstawiający karpia - największy dla najstarszego, a dla młodszych coraz mniejsze. Jednak dzisiaj najczęściej swojego powiewającego karpia ma każdy członek rodziny. Czarny karp (magoi) zawieszany jest dla taty, czerwony (higoi) - dla mamy, dalej wiesza się karpie symbolizujące dzieci. Podobno kolor i kolejność karpi określony jest wiekiem dziecka.

źródło:cheer-chan.tumblr.com
Magoi, higoi i karpiki symbolizujące dzieci.

Karp stał się symbolem Święta Chłopców, ponieważ Japończycy uznają go za rybę o sile, która pozwala mu płynąć pod prąd. Chińska legenda mówi nawet, że karp płynący pod prąd zamienia się w smoka.
Właśnie ze względu na niezwykłą determinację tej ryby w pokonywaniu przeszkód, reprezentuje ona odwagę i zdolność osiągania wysoko postawionych celów. Stąd wziął się zwyczaj prezentowania osobom, które zdały egzaminy końcowe wizerunku karpia.
 
źródło:sweetmemoriesphoto.ca
Rodzinna fotografia z okazji Tango no sekku z tradycyjnymi dekoracjami w tle.
Japończycy przystrajają tego dnia również wnętrza domów. Przygotowywane są specjalne wystawy, zwane gogatsu-ningyō [czyt. gogatsu ningjoo], które umieszczane są w pokojach gościnnych lub w specjalnych alkowach, zwanych tokonoma. Wśród dekoracji gogatsu-ningyō są miniaturowe hełmy, komplety zbroi, miecze, łuki i strzały, jedwabne proporce z herbami rodowymi oraz lalki wojowników. Lalki te przedstawiają postacie wojowników znanych z historii i legend: 
Kintarō – chłopca o postawie Herkulesa, który - gdy dorósł - stał się generałem; 
Shoki – starożytnego chińskiego generała, którego uważano za postać chroniącą ludzi od diabłów; 
Momotarō – japońskiego odpowiednika Dawida, który pokonał japońskiego Goliata.
Wystawianie tych dekoracji m
a znaczenie symboliczne i ma na celu odpędzenie złych duchów i ochronę zdrowia rodziny.

W dniu Święta Chłopców dziewczynki są gośćmi swoich braci, podobnie jak chłopcy są gośćmi swych sióstr 3 marca, z okazji Święta Dziewczynek. Specjalnie dla chłopców przygotowywane są na tą okazję chimaki [czyt. cimaki](słodkie ryżowe ciasto owijane liśćmi bambusa), sasa-dango czy kashiwa-mochi [czyt. kasiła moci](różne rodzaje ryżowych ciasteczek nadziewanych słodką czerwoną pastą fasolową i owijane liśćmi dębowymi).
 
źródło:bebeloveokazu.com
Chimaki
źródło:kirbiecravings.com
Sasa dango


źródło:junyingkirk.com
Kashiwa mochi


Z japońskim Świętem Chłopców związana jest japońska roślina o nazwie shōbu, której długi wąski liść i długość ok. 80 cm przypomina kształtem japoński miecz nihon-tō. Jej obecność jest w obchodach Tango-no Sekku związana ze słowem shōbu, które oznacza również dążenie do osiągnięcia sukcesu, współzawodnictwo, walkę, a także militaryzm.

W Dniu Dziecka Japończycy wrzucają liście i korzenie tataraku (shōbu) (czasem także piołunu) do gorącej wody, ciesząc się pachnącą, relaksującą kąpielą. Istnieje tradycyjne przekonanie, że dzięki zawartym w tej roślinie substancjom (m.in. olejki), jest ona skutecznym środkiem profilaktycznym przeciwko wielu chorobom.
Shōbu pokrojone w plastry i zalane sake to napój alkoholowy zwany: shōbu-sake. Napój taki był ponoć szczególnie lubiany przez dawnych samurajów.
 
źródło:commons.wikimedia.org
Kąpiel z irysami już gotowa.
Japończycy, podobnie jak wiele innych nacji, uważają dzieci za jedno z największych swoich „aktywów”. Święto Dziecka jest więc dniem, w którym szczególnie podkreśla się potrzebę poszanowania praw dzieci oraz wychowania ich w zdrowiu i szczęściu. Dla dzieci święto to jest również znakomitą okazją do wyrażania swej wdzięczności rodzicom za ich miłość, trud wychowawczy i troskliwą opiekę.