środa, 19 listopada 2014

Jak urządzić pokój maluszka


źródło: designkastle.com
Urządzanie pokoju dla noworodka nie należy do łatwych zadań, szczególnie biorąc pod uwagę, że pokój ten powinien być bezpieczny  dla maluszka, ale również – przynajmniej przez pierwsze lata – wygodny dla osób opiekujących się niemowlakiem.

O ciąży dowiedziałam się w momencie, kiedy urządzaliśmy z eM nowe mieszkanie. Mieliśmy jedno niezagospodarowane pomieszczenie dlatego oczywistym wyborem było dla nas przeznaczenie go dla dziecka. Trwający remont powodował, że byliśmy ograniczeni finansowo, ale z drugiej strony mieliśmy „pod ręką” profesjonalną ekipę, która, za niewielką dopłatą, wykonała nam drobne prace w pokoju dziecka.

Z pomocą, czy bez remont należy rozpocząć odpowiednio wcześniej (ok. 3 miesiące przed terminem porodu), aby zapach farby i innych chemikaliów dobrze wywietrzał. Oczywiście w miarę możliwości warto wybrać farby z jak najniższą zawartością LZO, czyli lotnych związków organicznych (według normy unijnej z 2010 dopuszczalne maksimum to 30g/l). Najlepsze będą farby z certyfikatem ELF. Mają one zaledwie ok. 0,7g/l. Mimo, że stosując taką farbę wietrzenie pomieszczenia nie jest konieczne (ich głównym składnikiem jest woda), to i tak doradzam solidnie przewentylować pokój.

ZAŁOŻENIA
Do projektu takiej skali należy się dobrze przygotować. Proponuję zacząć od spisania założeń. Na wstępie zdecyduj ile chcesz wydać na cały projekt. Być może dysponujesz taką kwotą, że możesz sobie pozwolić na architekta i wymarzone meble zrobione według własnego projektu. Jeśli nie, zastanów się na czym Ci najbardziej zależy, a na czym możesz zaoszczędzić.
Zmysł praktyczny (i oszczędność) podpowiadały mi, że wystrój pokoju powinien być jak najbardziej uniwersalny, tak aby minimalnym kosztem i wysiłkiem dostosować go w późniejszym czasie do zmieniającego się gustu dziecka. Dlatego zdecydowałam się na pastelowe ściany i proste mebelki w kolorze białym. Urządzając pokój dla noworodka trzeba pamiętać, że dziecko rosnąc zaczyna potrzebować kolejnych mebli: stolika, biurka, miejsca do przechowywania zabawek, książek, a w końcu przyborów szkolnych itd. Planując ustawienie mebli uwzględniłam już miejsce dogodne dla biurka i łóżka. W moim przypadku wybór był dosyć prosty, ponieważ pokój jest nieforemny i mało „ustawny”. Mając wybrane miejsce pod te meble, mogłam od razu poprosić ekipę o zainstalowanie  kinkietu nad łóżeczkiem i kontaktów w miejscu, gdzie kiedyś stanie biurko.
Jeśli już wiesz jak chcesz, by wyglądał pokój, możesz zacząć polować na używane meble, co da Ci możliwość zainwestowania zaoszczędzonej kwoty w inny element wystroju. Nam udało się kupić używaną komodę z przewijakiem. Wykorzystaliśmy również wiszącą półkę ze starego mieszkania i przerobiliśmy ją na ławę z funkcją przechowywania zabawek. Dzięki tym oszczędnościom mogliśmy zamówić upatrzone naklejki na ściany, ale zacznijmy od początku.

ŚCIANY
Jak już wspomniałam marzyły mi się pastelowe ściany – najlepiej, aby na jednej ze ścian były romby lub pasy. Po chwili zastanowienia zmieniłam jednak zdanie. Z psychologii rozwojowej wiem, że po pierwsze noworodek widzi bardzo niewyraźnie – nawet 30 razy gorzej niż dorosły człowiek (dopiero siedmiomiesięczne niemowlę widzi prawie tak jak człowiek dorosły), a po drugie dziecko powinno ćwiczyć zmysły, a więc potrzebuje bodźców wzrokowych, dlatego najlepsze będą kontrastowe dekoracje w intensywnych barwach. Postanowiłam więc zmienić podejście i faktycznie urządzić pokoik dla córki, a nie taki, który odpowiada gustom moim, czyli dorosłego człowieka.

źródło: murator
źródło: infor.pl
Pastele nie są widoczne dla niemowlaka oraz go nie pobudzają.

źródło: point.fm
Do pokoju dziecięcego najlepiej wybierać dekoracje w kontrastowych kolorach

źródło: buildingscheme.com

Po przemyśleniu sprawy zdecydowaliśmy się na pomalowanie ścian farbą, która została po remoncie salonu (kolejna oszczędność) w kolorze kawy z mlekiem. Aby dobrać resztę kolorów skorzystałam ze strony http://design-seeds.com/. Przy wyborze naklejek do dekoracji ściany poruszałam się więc w obrębie wybranej palety. Zaletą naklejek, podobnie jak obrazków (wieszanych na gwoździku),  jest łatwość zmiany dekoracji. Odradzam natomiast malowanie wybranych motywów bezpośrednio na ścianie.

źródło: design-seeds.com

Ostatnio odkryłam też na rynku nową usługę: projekt dekoracji ścian wykonany przez architekta i wykonanie farbkami akrylowymi (szczegóły poznacie TUTAJ). Może to kogoś zainteresować, chociaż jak już wspomniałam powyżej, osobiście jestem zwolenniczką naklejek.

ŁÓŻECZKO
Łóżeczko należy ustawić w miejscu, w którym nie ma przeciągu,  ostrego światła, ani źródła ciepła, a więc unikać należy linii okno-drzwi, jak również okolic samego okna i grzejnika. Za to w kwestii wyboru łóżka jest znacznie więcej swobody.
Ze względów praktycznych chciałam drewniane łóżeczko, które będzie dorastało z dzieckiem: dwie wysokości i zdejmowany bok (jego zaletą jest możliwość późniejszego przerobienia). Jednak znajomi, którzy właśnie teraz urządzają pokój dla maluszka, wybrali łóżeczko turystyczne. Kierowali się obawą przed tym, że dziecko się poobija oraz tym, że zaoszczędzą na jednym meblu (łóżeczko turystyczne i tak planowali zakupić na wyjazdy).

KOMODA & PRZEWIJAK
Przewijak powinien znajdować się w bezpośrednim sąsiedztwie łóżeczka, by nie nosić dziecka przez pół pokoju tylko po to by zmienić pieluchę.
Myśmy zdecydowali się na mebel dwa w jednym – komoda z przewijakiem – trzymamy w niej ubranka i pieluchy oraz artykuły do pielęgnacji dziecka (też powinny być blisko przewijaka).
Ponownie kluczem przy wyborze tego mebla była możliwość modyfikacji komody. Kiedy dziecko jest już za duże na przewijak, wystarczy go zdemontować – zostaje nam wtedy normalny mebel, który może służyć przez kolejne lata.

FOTEL DO KARMIENIA
Fotel do karmienia, tak naprawdę jest też fotelem do czytania bajek, miejscem w którym przez kilka najbliższych lat nawiązywać będziemy więź z dzieckiem, dlatego ważne jest aby wybrać wygodny mebel. W przeciwnym razie zamiast czerpać radość ze wspólnie spędzanych chwil będziemy marzyć o tym, aby jak najszybciej wstać.
Wygodnie jest mieć przy fotelu jakiś mały stoliczek, na który będziemy mogli np. odstawić butelkę po karmieniu. Nie jest to jednak niezbędne. Ja ustawiłam fotel blisko ławy. Odstawiałam tam butelkę, czy książkę.

ŁAWA Z POJEMNIKAMI NA ZABAWKI
Jak już wspomniałam w tekście, ławę zrobiliśmy z półki ściennej, która była w starym mieszkaniu, dlatego koszt tego mebla był minimalny. Na razie w większości jest pusty, ale jak wiadomo z wiekiem dziecku przybywa zabawek.

OŚWIETLENIE
Nad łóżeczkiem sugeruję zamontować kinkiet (lampka ze zwisającym kablem może grozić uduszeniem). Światło w tym miejscu powinno być rozproszone: na tyle jasne, by w nocy móc przewinąć maluszka i zobaczyć co się z nim dzieje i jednocześnie na tyle słabe, by go nie raziło w oczy (np. 25W).
Górne oświetlenie też nie powinno być zbyt mocne. Dobrym pomysłem jest podwójny kontakt, którym możemy decydować ile żarówek chcemy w danej chwili zapalić.

ZASŁONY
W pokoju warto zainstalować rolety, żaluzje lub zasłony. Najlepiej aby były światłoszczelne, ponieważ będzie można dzięki temu zaciemnić pokoik w letnie wieczory, kiedy słońce zachodzi późno, lub ochronić pokój przed nadmiernym nagrzaniem. Zasłony z mięsistych, puszystych tkanin nie są polecane ze względu na kurz i roztocza, które łatwo się w nich mogą zagnieździć.

KOSZ NA ŚMIECI
Oczywiście powinien się znajdować blisko przewijaka. Zastanawiałam się nad zakupem kosza, który foliuje pieluszki, dzięki czemu mniej ulatnia się nieprzyjemny zapach, ale stwierdziłam, że najlepszą metodą na usunięcie smrodku pieluszek jest po prostu częste opróżnianie pojemnika (^_-). Dlatego kupiłam zwykły kosz niewielkich rozmiarów, co motywuje do częstego opróżniania.

DYWANIK
Z początku chciałam kupić mały dywanik, aby pokój stał się bardziej przytulny, a dziecko nie bawiło się na twardych deskach, ale za namową zaprzyjaźnionej architektki zrezygnowałam z tego pomysłu. Dziecku często się ulewa, kiedy zaczyna ząbkować, to zaczyna się ślinić na potęgę i wszystkie te wydzieliny, które są fantastyczną pożywką dla bakterii, wsiąkają w dywanik, na którym bawi się niemowlak. Dlatego wolałam kłaść dziecko na macie lub kocyku, ponieważ obydwie te rzeczy o wiele łatwiej jest wyprać niż dywanik lub wykładzinę.
Na zakup małego dywanika zdecydowałam się dopiero, kiedy Di zaczęła podejmować pierwsze próby raczkowania. Ewidentnie irytowało ją gdy ślizgała się na posadzce. Wystarczy wówczas kupić najtańszą końcówkę wykładziny w sklepie typu Komfort, gdyż, jak pokazał przykład małej Di, wystarczyły jej 3 dni na wykładzinie, by sprawnie zacząć się poruszać również po klepce. Jak widać nie ma sensu wydawać pieniędzy na coś co tak naprawdę potrzebne było tylko przez 3 dni.
  
SZAFA
Ktoś mógłby powiedzieć, że szafa w pokoju tak małego dziecka jest zbędna. Jednak jako maniak porządku zawsze organizuję więcej szaf niż aktualnie mam rzeczy. Także tym razem szafa szybko się zapełniła - głównie ubrankami odziedziczonymi po dzieciach koleżanek i zapasem pieluch.

PÓŁKI NA KSIĄŻKI
Na ścianie powiesiliśmy dwie półeczki na książki. Umieściliśmy je na tyle wysoko, by dziecko przy próbach chodzenia nie pozrzucało sobie nic na głowę. Nie obstawiajcie maskotkami, figurkami itp.  bzdetami półek w pokoju dziecka, ponieważ nie tylko będzie to dodatkowa rzecz do sprzątania, ale również będzie to „kurzo łap”, który może szkodzić małemu alergikowi.

źródło: plioz.com
Fantazyjny regał ze zwierzaczkami chroniącymi książki przed przewróceniem

Jeśli jest w pokoju wolna ściana można przy niej postawić wąski regalik z barierkami (lub z tekstylnymi kieszeniami). Konstrukcja tych regałów powoduje, że dziecko nie zrzuci na siebie książek. 
  
źródło: modernmagazin.com
Z takiego regału dziecko nie zrzuci na siebie książek.
  
źródło: amazon.com

Jak widać urządzenie pokoju dla noworodka nie jest łatwe, a co jeśli nie jesteśmy w stanie wygospodarować oddzielnego pomieszczenia? Niezależnie od tego, czy maluszek będzie mieszkał ze starszym rodzeństwem, czy z rodzicami  pokój trzeba z pewnością odnowić.

Jeśli noworodek będzie dzielił pokój z rodzeństwem być może warto pomyśleć o stworzeniu oddzielnych stref, dostosowanych do potrzeb dzieci. Starsze dziecko potrzebuje więcej miejsca, ale i tak może okazać się konieczne zredukowanie zabawek, czy innych jego  rzeczy.
Strefy rozdzielić można ażurową ścianką działową, drzwiami przesuwnymi, czy regałem (byle przykręconym do ściany lub sufitu). Ogólne zasady ustawiania i doboru mebli przedstawione powyżej pozostają niezmienne także w przypadku kiedy noworodek będzie mieszkał z rodzeństwem lub rodzicami. A zatem maluszek powinien przebywać z dala od okna i źródła ciepła, ale jednocześnie do jego strefy musi dochodzić światło słoneczne oraz świeże powietrze. Maluszek powinien mieć regał na swoje ubranka, lub chociaż wydzieloną półkę w szafie starszej siostry lub brata.
Ze względu na ograniczoną przestrzeń warto pomyśleć o meblach wielofunkcyjnych np. o przewijaku nakładanym na łóżeczko noworodka. Ze względów estetycznych nowe mebelki powinny pasować do tych zastanych.

Jeśli noworodek po urodzeniu ma zamieszkać w pokoju z rodzicami, zacznijcie od „odgracenia” sypialni – w końcu nie tylko trzeba znaleźć miejsce dla nowego lokatora, ale również należy się pozbyć wszelkich „kurzo łapów”.
Ze względu na ograniczoną przestrzeń warto rozważyć tzw. łóżeczko dostawne (przymocowuje się je otwartym bokiem do łóżka rodzica). Podobnie jak w przypadku pokoju dzielonego z rodzeństwem można pomyśleć o strefach rozdzielonych jakimś przepierzeniem. Jeśli brak miejsca na komodę, rozwiązaniem może okazać się przybornik wieszany na ramie łóżeczka, a dla ubranek trzeba będzie wygospodarować miejsce we własnej szafie.
Więcej sugestii na temat urządzania wspólnego pokoju dla noworodka znajdziecie na stronie Mjakmama24.pl
  

Obecnie moja córka ma jedenaście miesięcy i jak dotąd zastosowane przez nas rozwiązania się sprawdziły. Pamiętajcie, by urządzając pokoik dla maluszka nie tracić głowy lecz dobrze się bawić. Może odkryjecie w sobie talent do aranżacji wnętrz!

wtorek, 18 listopada 2014

Gdyby kózka nie skakała...

źródło: ubranienazlamanie.pl


Dni robią się coraz chłodniejsze. Wkrótce zaczną się przymrozki i spadnie pierwszy śnieg, a wówczas nasze rozbrykane pociechy w dwójnasób narażone będą na złamania.

Kiedy podczas wakacyjnych zabaw złamie się ręka lub noga dzieci dumnie prezentują gips jakby to był medal za odwagę. Zimą jednak gips trzeba jakoś "odziać" i tu na ogól pojawia się problem: Przez rękaw której bluzki przeciśnie się ręka w gipsie? Albo jak zabezpieczyć gips na stopie, przed deszczem lub śniegiem? Pamiętam jeszcze z czasów szkolnych te koszmarne frotowe skarpety naciągnięte na zagipsowane stopy, a do tego woreczek foliowy zaciśnięty recepturką, żeby na dworze gips nie zmókł. 
Ale o to odkryłam firmę, której produkty są alternatywą dla dresu, frotowej skarpety i woreczka foliowego. Ubranie na złamanie w swojej ofercie ma nie tylko ochraniacze na gips (zarówno na nogę jak i rękę), ale również ubrania z wszytym wzdłuż nogawki/rękawa suwakiem. "Ubranie na złamanie" to produkty dla dzieci, kobiet i mężczyzn. 

źródło: ubranienazlamanie.pl

Przyznaję, że firma musi jeszcze popracować trochę nad designem, szczególnie w przypadku ubrań, które powinny mieć, według mnie, prosty krój. Sprawiłoby to, że ubrania te byłyby bardziej uniwersalne i tym samym trafiały w gusta większej liczby potencjalnych klientów. 

źródło: ubranienazlamanie.pl

Mimo wszystko gratuluję pomysłu na biznes i dopinguję projektantów!

wtorek, 11 listopada 2014

RECENZJA: mój towarzysz na rok 2015


Koniec roku nadchodzi wielkimi krokami. Zwykle w listopadzie rozpoczynam przegląd terminarzy dostępnych na rynku by wybrać ten jedyny, najbliższy ideału. Brzmi poważnie? W końcu terminarz jest podstawowym narzędziem zarządzania czasem (o czym pisałam TUTAJ). Będziemy „współpracować” przez cały kolejny rok, więc warto, aby współpraca ta się układała, a terminarz stanowił dla nas wsparcie i zwiększał naszą efektywność. Dlatego wybór musi być przemyślany.
W zeszłym roku hitem okazał się Multiplaner (a dokładnie 2planer mini B6). Wybrałam Multiplaner dwu-dzielny: ok. 1/3 wysokości multiplanera to tzw. DESKTOP, reszta to TIME KEEPER.
Desktop to strony podzielone dwunastoma zakładkami. To od Ciebie zależy jak zatytułujesz zakładki i tym samym co będziesz tam zapisywać. Jeśli jesteś mamą na pełen etat zakładki mogą dotyczyć poszczególnych członków rodziny, przepisów, adresów i telefonów, czy przydatnych stron internetowych. Jeśli prowadzisz swoją firmę możesz stworzyć zakładkę na notatki dotyczące pracy, czy tematów na bloga. Pracujesz w biznesie – stwórz zakładki dotyczące projektów. Dzięki zakładkom najważniejsze dla Ciebie informacje pozostają uporządkowane, łatwo dotrzeć do poszukiwanych informacji i co najważniejsze wszystko jest w jednym miejscu.

Multiplaner dwudzielny. U góry widać zakładki Desktopu,
poniżej - kalendarz.

Time Keeper to nic innego jak kalendarz z wydzielonymi kilkoma linijkami na wpisanie priorytetów na dany dzień. W przypadku wybranej przeze mnie wersji kalendarz był w tzw. widoku tygodniowym.

Multiplaner dwudzielny: Desktop i Time Keeper

Dużą zaletą multiplanera jest to, że każda strona zarówno desktop’u, jak i kalendarza została ponumerowana. Dzięki temu możesz tworzyć odnośniki, które dodatkowo porządkują notatki. Multiplaner jest w twardej oprawie, na perłowym papierze i na prawdę jest dobrze przemyślany. Do tego pełno w nim drobnych akcentów, które ułatwiają korzystanie z niego, np. gumka spinająca, dwie wstążkowe zakładki, czy wewnętrzne kieszenie.

Multiplaner jest w twardej oprawie i ma gumkę spinającą.
Ten egzemplarz wiernie mi służył dlatego jest już zniszczony.

Dlaczego więc w tym roku zdecydowałam się na inny zakup? Myślę, że największy wpływ na tegoroczny wybór miało to, że teraz jest z nami Di, a eM ma nieregularny czas pracy. Kiedy nie było dziecka nie musiałam kontrolować czasu pracy męża, ale teraz musimy synchronizować nasze kalendarze, aby wiedzieć, czy eM zajmie się Di, czy mam go w czymś zastąpić, a może dzwonić po pomoc do rodziców? Tak wiem, są aplikacje, które synchronizują kalendarze (sama o tym TUTAJ pisałam), ale po pierwsze eM prowadzi kalendarz papierowy, a po drugie mi też jakoś wygodniej korzystać z takiej wersji.
A więc pierwszą wadą multiplanera (w moim przypadku) okazało się za mało miejsca na notowanie spotkań moich i eM. Druga duża wada, to to, że sobota i niedziela muszą dzielić powierzchnię równą tej, jaka jest przygotowana dla jednego dnia powszedniego. Nie mogę zupełnie pojąć, czemu producenci kalendarzy nagminnie zmniejszają ilość miejsca na notowanie spotkań w weekendy?! Że niby człowiek w weekend nic nie robi? No i jak tu w czterech linijkach przewidzianych na sobotę mam zmieścić informację, że eM pracuje, w południe Di ma lekarza, wieczorem wychodzę spotkać się ze znajomymi, a do Di przyjedzie teściowa? Mimo, że jak już wspomniałam multiplaner jest w twardej oprawie, to jednak nad elegancję stawiam wygodę, a niestety, oprawa ta powoduje, że korzystając z niego trzeba trzymać dłonią aby się nie zamknął. Kiedy na ręku trzymam dziecko, a ramieniem przytrzymuję telefon umawiając spotkanie, mam tylko jedną rękę aby zapisać godzinę w kalendarzu. Z multiplanerem taka ekwilibrystyka nie wchodzi w grę (chyba, że zacznę chodzić na jogę(^_-)).
Po długich bezowocnych poszukiwaniach, postanowiłam wybadać sytuację zagranicą. Mój wybór ostatecznie padł na momAgenda Spiral. Jak sama nazwa wskazuje jest to terminarz dedykowany mamom. Aby zmieścić wszystkie informacje musiałam zrezygnować z poręcznego, mieszczącego się do torebki formatu B6. Mój aktualny kalendarz ma więc 18x23cm. Podobnie jak multiplaner tutaj też kalendarz ma widok tygodnia, jednak to co jest wprost rewolucyjne to podzielenie przestrzeni na Twój kalendarz (z podziałem na rano, południe i wieczór) oraz 4 dodatkowe, cztero-liniowe box’y pod każdym dniem.

źródło: momagenda.com
Widok tygodnia: u góry Twój kalendarz, a pod nim box'y,
w które możesz wpisywać plan dnia członków rodziny

źródło: momagenda.com


Nagłówki box’ów są puste, abyś sama zdecydowała, co tam będziesz notować. Każda z czterech linii może zostać przyporządkowana innemu dziecku. Jeśli masz mniej dzieci, możesz puste linie wykorzystać na TO DO, TO BUY, czy priorytety. 

Pod kalendarzem znajdują się box'y, które możesz przypisać członkom rodziny
lub przeznaczyć na tzw. TO DO, czy TO BUY.

Dodatkowo na samym dole strony znajduje się linia do planowania obiadów. Oprócz widoku tygodnia, jest też widok miesiąca (niestety zebrany w cały rok zamiast poprzedzenia widokiem danego miesiąca widoku tygodni tego miesiąca). Bardzo lubię, kiedy terminarz zawiera takie strony. Korzystam z tego często planując wyjazdy, wpisy na bloga, projekty, czy inne długoterminowe akcje.

Widok miesiąca

Jest też skrócony widok miesięcy, z którego jednak nigdy nie korzystałam (może macie pomysł jak to wykorzystać?).

źródło: momagenda.com
Nigdy nie miałam pomysłu do czego tego użyć...

Dodatkowo terminarz zawiera strony do robienia notatek na temat książek, filmów, muzyki, mody, restauracji i win (są też strony puste). Ponadto jest tu miejsce na spisanie pomysłów na prezenty i wczasy,  zaplanowanie zdrowego żywienia, ćwiczeń, wyjazdu wakacyjnego, czy przyjęcia (właśnie korzystam z tej formatki, planując urodziny Di). Ciekawym pomysłem jest też dodanie cieniutkiej książeczki na adresy i telefony, oraz podstawowe dane medyczne członków rodziny. Dzięki temu, że stanowi to odrębny byt, nie trzeba co roku przepisywać danych do nowego kalendarza. Nie ma też problemu z zamykaniem się, ponieważ jest na spirali (jeśli zależy Ci na eleganckiej oprawie, możesz dokupić okładkę).
Terminarz momAgenda ma jak dla mnie jedną zasadniczą wadę – brak zakładek, przekładek i tym podobnych ułatwiających nawigację dodatków. Można z tego wybrnąć przywiązując do spirali wstążkę. Ja natomiast zrobiłam magnetyczne zakładki z nagłówkami.

Ze względu na brak zakładek wstążkowych, zrobiłam zakładki magnetyczne

MomAgenda testuję od trzech miesięcy i mimo kilku wad (język angielski, a więc brak polskich świąt, brak zakładek, duży format, widok miesiąca zebrany w cały rok) jak dotąd jestem zachwycona!




poniedziałek, 3 listopada 2014

Jak feminizm zdetronizował matkę

źródło: nickmom.com

W drewnych czasach mężczyźni szli polować na mamuta, a kobiety z przywiązanymi do siebie dziećmi pilnowały ognia, zbierały jakieś korzonki, szyły, czy gotowały. I w zasadzie przez wieki sytuacja nie uległa większym zmianom. Jeszcze nawet 30 lat temu mój tata wychodził rano „polować na mamuta”, a mama… Mama też wychodziła na polowanie i wprawdzie nie miała mnie przytroczonej do pleców (bo zostawiała mnie w przedszkolu), ale kiedy tylko wracała zabierała się za gotowanie, sprzątanie, zabawę ze mną, podczas gdy tata siedział w fotelu i czytał gazetę. Zgadnijcie więc kto jest najfajniejszym rodzicem na świecie? Oczywiście MAMA! Tata owszem, na Dzień Dziecka zabierał mnie i siostrę na lody i pepsi-colę i czasem w weekend na tzw. Poranki w kinie, ale to mama bawiła się z nami na co dzień, rozmawiała z nami, czytała bajki i troszczyła się o nas gdy byłyśmy chore. Potem jednak te ciemne czasy oświecił feminizm.


Mój mąż przez pierwszy miesiąc życia Di był z nami w domu (zalety wolnego zawodu). Teraz do jego stałego repertuaru obowiązków należy kąpiel i uśpienie dziecka, oraz odkurzanie mieszkania. Dodatkowo w weekendy to on najczęściej gotuje obiad. Cieszę się, że tak to wygląda, a nawet nie wyobrażam sobie, żeby przy dwóch pracujących rodzicach sytuacja miała wyglądać inaczej. Ale jest też druga strona tego medalu: Mama została  zdetronizowana. Zapomniałam, że feminizm stanowi o równości, a więc nie tylko dzieleniu się obowiązkami domowymi, ale i miłością dziecka.
Równość równością, ale wiadomo, że rodzic, który idzie na urlop rodzicielski przez pierwszy rok poświęca dziecku znacznie więcej czasu i uwagi niż partner. Opieka nad dzieckiem staje się niejako pracą tego rodzica i nie trzeba być HR’owcem, aby wiedzieć, jak ważną rolę w motywowaniu pełni adekwatne do wykonanej pracy „wynagrodzenie”. Zatem jeśli zajmowanie się dzieckiem potraktujemy jak pracę, to ja chcę się czuć doceniona przez moją „szefową”. Zamiast przelewu na konto, oczekuję od niej uśmiechu, przytulenia i powiedzenia „mama”. I owszem dostaję to, ale tak jak w pracy zawodowej nie toleruję, kiedy nieroby dostają pochwały i premie, tak samo nie znoszę takich sytuacji w domu. I tak właśnie wczoraj po trzech godzinach pod opieką dziadków, kiedy Di zobaczyła jak wchodzimy do domu rzuciła się pędem przez korytarz, minęła mnie (wtf?!) i… padła w ramiona taty. To ja przez 11 miesięcy karmię piersią, zmieniam pieluchy (wielorazowe też), gotuję zdrowe obiadki, masuję bolący brzuszek, całuję nabite guzy i tulę by uspokoić, a Di nawet się ze mną nie przywita! Łzy stanęły mi w oczach, a w uszach zadźwięczały słowa koleżanki: „bo matka jest jak chleb powszedni, a ojciec jak tort na urodziny”.
Dopóki ojcowie w ogóle nie brali udziału w wychowaniu dzieci, cała miłość dziecka (no może nie cała, 90%) przypadała w udziale matkom. Jednak odkąd w myśl tego (psiakrew!) feminizmu i genderu mężczyźni zaczęli pomagać w domu i przy dzieciach, matki muszą pogodzić się z pozbawieniem ich palmy pierwszeństwa w sercu dziecka.
Wiem, że jeszcze wiele razy w oczach staną mi łzy i będzie mi przykro. Być może tak jak moja koleżanka usłyszę od dziecka: „mama nie! Chcę do taty”. W takich chwilach będę się jednak starała spojrzeć na jasną stronę sytuacji i cieszyć się, że moje dziecko w przeciwieństwie do mnie czuje, że ma oparcie w obojgu rodzicach.

W wakacje zaś będę mogła się w pełni relaksować, podczas gdy Di będzie się chciała bawić tylko z tatusiem(^_-)

niedziela, 26 października 2014

Dynia w nowej odsłonie, czyli dekorowana, nie wycinana

źródło: http://www.studiodiy.com/

Halloween nadchodzi wielkimi krokami. W witrynach sklepowych króluje kolor pomarańczowy i czarny, a dynie zdominowały nie tylko nasze talerze. Latarnia z wydrążonej dyni (Jack-o'-lantern) jest jedną z najpopularniejszych dekoracji Halloween'owych. Jednak mi się już trochę znudził ten wszechobecny pomarańcz. A gdyby wykorzystać dynię jakoś inaczej?

Rozwiązaniem minimalistycznym będzie przyczepienie do dyni motywu dekoracyjnego. Oczywiście poziom trudności może być zróżnicowany. Od jednego elementu (np. wąsy), aż po całą kompozycję (np. napis z guzików).

źródło: http://www.sortra.com/

źródło: http://www.sortra.com/

źródło: http://www.sortra.com/

Równie proste rozwiązanie, to pomalowanie dyni na biało, lub inny jednolity kolor. 

źródło: http://decomanka.blogspot.com/

W zależności od czasu, umiejętności i inwencji, możecie na tak pomalowane dynie dodawać kolejne elementy. Mogą to być na przykład litery, lub całe wyrazy. Motywy te nie muszą być namalowane, możecie wykorzystać gotowe naklejki.

źródło: http://decomanka.blogspot.com/

źródło: http://decomanka.blogspot.com/

Wolicie wzory bardziej geometryczne? No to może romby?

źródło: http://www.lushome.com/

Ciekawym pomysłem jest zrobienie z dyni ulubionego bohatera dziecka. O ile jednak stworzenie Kitty-chan zdaje się proste, o tyle namalowanie kota z Cheshire wymaga trochę zdolności plastycznych.

źródło: pinterest

A co byście powiedzieli na uroczą dekorację z miniaturowych dyń przywodzącą na myśl lukrowane pączki?
Instrukcję wykonania tej dekoracji znajdziecie TUTAJ



A może wolelibyście coś z lekką patyną? Ten pomysł łączy w sobie elegancję, patynę i nutkę orientu.


Erin z bloga erin's art and gardens zaproponowała aby dynie "ubrać" w tekstylne pokrowce. Tkanina dodaje całej dekoracji odrobinę ciepła. Dynie odziane w biel będą eleganckie i lekkie, ale możecie wybrać kolor pasujący do waszego wnętrza.


Ostatnią inspiracją, będzie również pomysł Erin - namalowanie na dyni wzoru koronki. Myślę, że przy tym wzorze śmiało można posłużyć się sprayem i nieużywanymi koronkowymi serwetkami.


Jakiekolwiek dekoracje zdecydujemy się przygotować, najważniejsze jest aby dobrze się przy tym bawić. Zabezpieczcie dobrze miejsce pracy i swoją odzież i zaproście do zabawy całą rodzinę.
Zachęcam do podzielenia się Waszymi pomysłami na dekoracje(^_^)




czwartek, 23 października 2014

Subiektywny wybór najciekawszych wystawców na ART MARKET POLAND 2


Jesień obrodziła w targi mody niczym las w podgrzybki. W tym tygodniu znowu było „modnie” w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich.

Jak już pisałam na fan page’u z polecanych przeze mnie wcześniej marek były:  Koronki iwogg, La Mimi , M'aime, Selfie, Mardybum, BOSKA , DressYouUp.

Art Market Poland był według mnie najciekawszym wydarzeniem modowym prezentującym młodych projektantów ostatniego miesiąca. Myślę, że szeroki wybór dostawców zadowolił każdego kto odwiedził targi. Jak zwykle prezentuję subiektywną listę tych interesujących projektantów:

  1. Kolejność jest jak zwykle przypadkowa, ale na wstępie muszę wymienić Loli-Pop, ponieważ zdecydowanie wyróżnia się na tle innych projektantów dziecięcych ubranek. Zgodnie z informacją zamieszczoną w ulotce Loli-Pop ma w ofercie odzież dla dziewczynek w wieku 7-12 lat oraz dla młodzieży (jak dla mnie to kolekcja również dla kobiet, bez problemu zmieściłam się w mierzoną spódnicę). Obecnie bardzo popularne są ubrania z tkanin dresowych jednak tutaj możemy kupić klasyczne, eleganckie i delikatne sukienki, spódnice, czy płaszczyki. Bardzo żałuję, że kolekcja dedykowana jest dzieciom dopiero od 7 roku życia. Di będzie musiała jeszcze poczekać(-_-)
    źródło: https://www.facebook.com/LoliPop4Young


  2. Hultaj Polski wyróżnił się oryginalnymi dwuwarstwowymi spódnicami dla mamy i córki. Podobnie jednak, jak w przypadku Loli-Pop, Di jest jeszcze za mała.
    źródło: https://www.facebook.com/HultajPolski


  3. Również na stoisku Vivid Jewels zakupy mogła zrobić i mama i córka (część bransoletek była w rozmiarze dziecięcym, dodatkowo na miejscu można było poprosić o zmodyfikowanie wzoru np. zmniejszenie). Na stoisku Vivid Jewels przede wszystkim był ogromny wybór bransoletek. Projektantka często wykorzystuje modny motyw kokardki. Są również bransoletki łączące rzemyk z łańcuszkiem i wiele innych.
    źródło: https://www.facebook.com/vividjewelss

  4. W ostatnich latach niesłabnącą popularnością cieszą się kominy. Przeważnie można je kupić w deseniach i rozmiarach odpowiednich dla dzieci lub kobiet. Jednak Buzzy wypełnił wreszcie niszę i nie zapomniał o męskich szyjach. Dla Panów jest więc równie szeroka oferta kominów w kratę, romby czy inne stonowane wzory. Jeśli, któraś z Pań myśli o gwiazdkowym prezencie dla partnera, to z pewnością warto zastanowić się nad kominem od Buzzy. Będzie to coś oryginalnego, a o to w dobie sieciówek jest coraz trudniej.
    źródło: https://www.facebook.com/buzzyface


  5. Powyżej pisałam o nasyceniu rynku ubrankami dla dzieci z tkanin dresowych, ale przyznaję, że nie mogłam się oprzeć pumpom od Ekoubranka. Dresowe pumpy z łatami na kolankach i kieszonką z tyłu z materiału z nadrukowanymi wróżkami mnie zauroczyły. Dodatkowo tego dnia była na nie przecena. Ekoubranka oprócz, spodni czy bluz mają również w swojej ofercie przedłużki do bodziaków, co jest rzeczą bardzo praktyczną (wymaga niestety posiadania większości body jednej firmy, aby rozstaw napów był ten sam).

    źródło: https://www.facebook.com/ekoubranka


  6. Lulubi urzekło mnie kocykami. Di wyrosła już z większości swoich kocyków, czas więc pomyśleć o czymś większym. Lulubi ma w ofercie przyjemne w dotyku bawełniane kocyki. Jedna warstwa jest z tkaniny dresowej, druga to drukowany we wzory kreton (o mogę się mylić, bo nie jestem specjalistką od tkanin).
    Jeśli nie zdążyliście przyjść na targi, kocyki Lulubi na stałe ma w ofercie sklep Mileve na warszawskim Powiślu.
    źródło: https://www.facebook.com/lulubidladzieci

  7. Ze względu na pracę w korporacji, głównie interesowały mnie ubrania, które mogłabym założyć do biura. Od razu zwróciłam uwagę na stoisko LA WOMAN. Koszule tej marki są bardzo dobre jakościowo i wykonane z ogromną dbałością o detal (np. biżuteryjne guziki). Do tego są oryginalne dzięki wstawkom z kolorowych tkanin (przy kołnierzyku i mankietach). LA WOMAN ma też w swojej ofercie ciekawy dodatek do koszuli w postaci krawatki.

    źródło: https://www.facebook.com/LaWomanBrand?fref=ts


  8. M.UNIQUE wyróżnił się spódnicami o popularnym kroju szerokiego A, ale wykonanych ze sztywniejszej, przypominającej piankę tkaniny.

    źródło: https://www.facebook.com/M.unique.lodz


  9. Z biżuterii zainteresowała mnie marka OmnisArt. Wprawdzie biżuteria wykonywana techniką soutache nie jest niczym nowym, ale Pani Olga zapewniła, że wykonuje również wzory pokazane przez klientów i to w konkurencyjnych cenach. Trzymam więc za słowo (^_^)

    źródło: http://omnisart.blogspot.com/


wtorek, 21 października 2014

Między MaMami i kulturami - relacja ze spotkania z Panią Oksaną Popławską

Dzieci w soroczkach
źródło:http://www.mmpulawy.pl/

W sobotę w MaMa Cafe odbyło się kolejne spotkanie w ramach projektu Między Mamami i Kulturami. Tym razem tematem była kultura Ukrainy, zaś naszym przewodnikiem - Pani Oksana Popławska. 
To spotkanie znacznie różniło się od poprzedniego - dotyczącego Japonii (relację ze spotkania z kulturą Japonii znajdziesz TUTAJ), ponieważ tym razem prelegentka skupiła się na świętach i symbolach narodowych i regionalnych (w przypadku Japonii tematem były poród, ciąża, wczesne wychowanie i tradycje związane z dziećmi).
Już od wejścia byłam mile zaskoczona strojem Pani Oksany: klasyczne szare spodnie uzupełniła pięknie haftowaną koszulą (tzw. Soroczką, wyszywanką) i pasem, zaś we włosy wpięła stroik ze sztucznych polnych kwiatów. Wytłumaczyła, że od czasu Majdanu soroczki noszone są coraz częściej. Ukraińcy zakładają je na specjalne okazje, by podkreślić swoją tożsamość narodową.

Pani Oksana pochodzi z Ukrainy zachodniej i kilkakrotnie podkreślała różnice w tradycjach i kulturze regionów jej ojczyzny, wynikające z historycznej przynależności części zachodniej do Polski i wschodniej do ZSRR. Ze względów oczywistych przedstawione zwyczaje dotyczą przede wszystkim Ukrainy Zachodniej.

Na wstępie Pani Oksana wyjaśniła symbolikę kolorów flagi Ukrainy. Kolor niebieski to Bóg, wolność, zaś żółty – pszenica, czyli bogactwo. Obie barwy towarzyszyły Ukrainie już od średniowiecza (żółty lew na niebieskiej tarczy był herbem Księstwa Halicko-Wołyńskiego).
Średniowiecza sięga również historia wyszywanki czyli tradycyjnej koszuli szytej z samodziałowego płótna i zdobionej haftem (męskie mają skromniejsze hafty od tych damskich). Tradycyjnie na zachodzie kraju hafty są czarno-czerwone. Kolor czerwony symbolizuje miłość, zaś czarny – tęsknotę. Charakterystyczny motyw to kalina symbolizująca nieskończoność ludu Ukrainy. Kolorami Wołynia są natomiast czarny, czerwony i biały (czystość), zaś symbolem – winogrona.

W dawnych czasach zimą - kiedy ustawały prace w polu – rodziny siadały i haftowały ręczniki, robiły na drutach czapki, szaliki, rękawiczki i skarpety. Celowo użyłam tu słowa „rodziny”, ponieważ Oksana powiedziała, że haftu uczyły się nie tylko kobiety, ale również mężczyźni. Za przykład podała swojego brata, który w przeciwieństwie do nie opanował tę sztukę. Jak się okazuje haft jest nierozerwalnie związany z kulturą Ukrainy. Chłopcy na dzień matki haftują kwiaty dla swych rodzicielek, gdy chłopak zginął na wojnie dziewczyna do mogiły haftowała mu koszulę w maki (znaczenie maków: pamiętamy o Was), kiedy syn szedł na wojnę matka haftowała dla niego soroczkę. Haftuje się też ręczniki. Daje się je np. na drogę, aby strzegły od złego (również do trumny).


http://beautyballs.wordpress.com/
Ukraina jest w większości prawosławna i taki ślub opisała Pani Oksana. Ważnym elementem jest błogosławieństwo w domu rodziców. Panna młoda błogosławiona jest przez swoich rodziców z użyciem ikony Matki Boskiej, zaś Pan młody przez swoich rodziców i przy pomocy ikony Jezusa. Para Młoda spotyka się dopiero pod kościołem. W przedsionku składają podpisy, zaś do ołtarza prowadzi ich pop. Wchodząc państwo młodzi trzymają zapalone świeczki – symbol czystości. Jeśli któraś świeczka zgaśnie, zgodnie z przesądem, osoba ta wkrótce umrze.
Na okazję ślubu ołtarz stawiany jest bardziej na środku cerkwi. Pod nogi pary kładzie się białe płótno lub specjalnie wyszywany ręcznik. Pani Oksana pokazała nam ręcznik, który wyhaftowała na jej ślub mama. Haft był czarno-czerwony, co nie tylko symbolizuje Ukrainę Zachodnią, ale również przeplatanie się miłości i tęsknoty. Czerwone łabędzie dodatkowo symbolizują miłość. Z tym ręcznikiem związany jest również pewien przesąd. Otóż ten kto pierwszy na niego nadepnie będzie rządził w domu. Z tego powodu podobno czasami zdarzają się przed ołtarzem istne przepychanki.
Przypomina mi to trochę przesądy funkcjonujące w Polsce: kiedy ksiądz owija dłonie nowożeńców stułą osoba trzymająca dłoń na górze będzie dominować w związku; Pani młoda może uzyskać przewagę nad mężem, jeśli nakryje suknią but swojego partnera, jednakże według innego zwyczaju rządzić będzie ten, kto jako pierwszy odwróci się od ołtarza po udzieleniu ślubu.
Wracając do opowieści Pani Oksany, podczas ślubu prawosławnego jest czterech świadków (dwie kobiety i dwóch mężczyzn). Rola Pań jest w cerkwi mocno ograniczona. To do Panów należy większość zadań, jak chociażby trzymanie nad głowami młodej pary koron, które symbolizują Królestwo Boskie.
http://beautyballs.wordpress.com/
Podczas ceremonii młoda para na znak, że stali się jednością, dostaje do wypicia wino. Robią to 3 razy. Ta liczba pojawia się zresztą w Ukraińskich obrządkach często. Np. Młodzi z oplecionymi stułą dłońmi 3 razy obchodzą ołtarz.
Na weselu podobnie jak w Polsce o północy odbywa się coś na kształt oczepin. Na Ukrainie mąż powinien zawiązać żonie na głowie chustę, ale wcześniej musi żonę do tego przekonać, dlatego wiąże jej we włosach pieniądze. Młode mężatki na ogół droczą się, że za mało pieniędzy i dopiero po jakimś czasie dają sobie zawiązać chustę (na Ukrainie mężatce do cerkwi nie wolno wchodzić z gołą głową i/lub w spodniach).

Chrzciny na Ukrainie również trochę się różnią od tych polskich. Pani Oksana powiedziała, że miała problem z nadaniem swojemu synowi imienia Henryk podczas chrztu w Cerkwi, ponieważ pop uznał, iż nie jest to imię prawosławne (o polskich chrztach słyszałam podobne historie). Na szczęście się udało. Co ciekawe chrzciny na Ukrainie odbywają się zanim dziecko skończy 40 tygodni. Do tego czasu do domu nie wpuszcza się gości, bo dziecko nie jest chronione przez Boga przed złymi duchami. Jest to kultywowane nawet dzisiaj.
Podczas chrzcin do cerkwi nie wpuszcza się rodziców. Ponieważ płacz dziecka oznacza dla niego pomyślność proszą oni często Chrzestnych aby ci uszczypnęli dziecko podczas ceremonii.
W domu pod poduszką kładzie się książkę i pieniądze. Po powrocie z cerkwi kładzie się dziecko na tej poduszce, aby zapewnić mu mądrość i bogactwo.
Z dziewczynkami związany jest dodatkowo zwyczaj dodawania do kąpieli miodu i mleka co ma im zapewnić urodę.
 
http://zik.ua/
Ważnym świętem na Ukrainie jest Wigilia. Tutaj też znajda się i podobieństwa i różnice. Pani Oksana podkreśliła, że w przeciwieństwie do Polski na Ukrainie Wigilia jest bardzo uroczysta. Wszyscy wstają wcześnie rano i do domu schodzi się cała rodzina. Rozpoczyna się wielkie sprzątanie, robienie kutii i innych potraw: gołąbków z ziemniakami, pierogów z kapustą i grzybami, zupy grzybowej, śledzia, sałatki. Kiedy zostaną już przygotowane wszystkie potrawy jedna osoba idzie odwiedzić pobliską kapliczkę, aby pomodlić się za całą rodzinę. Ładnie przebrani, przy nakrytym stole czekają na pierwszą gwiazdkę. Stół nakryty jest podobnie jak w Polsce tzn. pod obrusem jest sianko, a stole jest dodatkowy talerz dla wędrowca. Jednak na Ukrainie dodatkowo pod obrusem kładzie się czosnek (by odpędzić złe duchy), zaś poza talerzem dla wędrowca stawia się również talerz dla przodków, którzy według ich wierzeń przychodzą tego dnia. Pokój dekoruje się również Dyduchem, czyli kłosami jęczmienia, żyta, pszenicy. Podobnie jak czosnek Dyduch ma chronić dom przed złymi duchami.
Kiedy pojawi się pierwsza gwiazdka modlą się po trzy razy za zmarłych i dziękują za wszystko. Na talerz dla przodków nakładają jedzenie i odstawiają go na bok.
Nie jest im też obcy zwyczaj kolędowania. Na Ukrainie jednak aby wyjść kolędować najpierw kolędnicy muszą odwiedzić Ciebie.

Pani Oksana wspominała też o zwyczajach związanych ze zbiorami. Przykładowo kiedy zaczynają się zbiory gruszek odbywa się specjalna uroczystość dziękczynna. Dopóki się ona nie odbędzie nie wolno nikomu jeść gruszek. Tego typu uroczystości dziękczynne odbywają się również przy zbiorach innych plonów.

Spotkanie zakończył ukraiński poczęstunek. Pani Oksana ulepiła pyszne pierogi z serem i ziemniakami (nie mylić z ruskimi, które mają znacznie bardziej wyrazisty smak) i ugotowała barszcz ukraiński oraz drugi w wersji wegetariańskiej.
Przyznaję, że nigdy nie interesowałam się kulturą Ukrainy, a opowieść Pani Oksany była bardzo interesująca.

Już nie mogę się doczekać kolejnego spotkania żałując jednocześnie, iż będzie to już ostatnia prelekcja.